Legenda o Beczusiach Skrzatusiach i potworze z Kalisza Pomorskiego
Legenda o Beczusiach Skrzatusiach i potworze
z Kalisza Pomorskiego
Kto ma oczy, niechaj przymknie je w tym momencie. Niechaj innych zmysłów użyje, by rozbudzić wyobraźnię. Fantazja będzie potrzebna, by zrozumieć tę historię, którą Wam opowiem.
Wsłuchajcie się w szum Jeziora Młyńskiego, którego fale biją o brzeg. Wychwyćcie szmer wiatru zaplątanego w gałęzie pobliskich drzew. Wyciszcie się i słuchajcie…
Dawno, dawno temu, w miejscu Kalisza Pomorskiego rozpościerało się wielkie jezioro, na którym wyspa jeno była. Na tej wyspie zamek się wznosił. Mieszkańcy tej warowni nie mieli łatwego żywota. Pełnili straż przed zakusami drapieżnej Brandenburgii. By tego było mało, w ciągłej gotowości straż musiała być, bowiem wielka poczwara w wodach jeziora pływała. Gadzina przebrzydła mieszkała w tym jeziorze i dybała na dobro mieszkańców.
Zanurzcie się głębiej w beczkę, dna samego dosięgniecie, by zgłębić głębie ogurków (nie poprawiajcie tego błędu, gdyż wiem, jak piszę się obecnie wyraz „ogórek”). Wysłuchajcie opowieści do końca…
Wpierw było ziarenko niewielkie, na dalekim wschodzie, które swą mądrość czerpało od wielkich mędrców tej krainy. Ogórek w swej ojczyźnie, był wielce ceniony i chętnie spożywany, przy różnych okazjach. Zdarzało się czasami, że pośród tych roślin, niewielkie istoty się krzątały. Szczęśliwy gospodarz na którego polu takie skrzaciki ogórkowe się pojawiły. Sprawowały one pieczę nad uprawą, przez co ogórki wydawały plon obfity i wyborny w smaku. Nikt nie wiedział jak wyglądają, gdyż tylko nieliczni szczęśliwcy mieli możność je zobaczyć. Wszyscy którzy mieli kontakt z tymi istotami, podkreślają, że w powietrzu można było wyczuć wyraźny ogórkowy aromat.
Przepełnione mądrościami dalekiego wschodu, Ogórki, rozpoczęły pochód na zachód. Wraz z nimi, Skrzaciki ruszyły, gdyż były żądne przygód i wiedzy. Wędrowały przez różne krainy i „z niejednego pieca, chleb jadły”. Były wśród Persów, Egipcjan i inszych krainach. Dotarły także do Grecji, gdzie od Oliwek, poznawały nauki wielkich filozofów. Zdarzyło się wówczas, że poznały mądrości Diogenesa z Synopy, zwanego „Filozofem z beczki” i pod wpływem tych nauk, przywdziały odzienia przypominające beczki, na cześć tego mistrza, który w beczce mieszkał. Od tej też pory, zaczęto je zwać: Beczusie. Wówczas właśnie rozpoczęły swą misję, by wśród biednych i dobrych ludzi się rozgościć, niosąc im ukojenie. Rozsiewały wszędzie ziarna, gdzie ziemia się nadawała pod uprawę ogórków, tak by każdy mógł korzystać z dobrodziejstw natury. Pamiątką po tej misji jest potrawa, którą znają wszyscy, zwie się ona mizeria, gdyż z mizeroty żywota się wywodzi.
Długo by prawić o ich osiągnięciach i dokonaniach, bowiem materiału do spisania ksiąg wielkich starczyło by nadto. Przeżyły liczne przygody, połączyły mądrości wschodu z zachodem. Zostały piewcami pokoju i pojednania. Szeptały one możnym tego świata swoje nauki, którymi przesiąkły, by ukoić ich nerwy i wstrzymać waśnie. Wszędzie tam, gdzie te Skrzatusie się pojawiały, mir wśród ludzi panował. Bowiem, czyż można się kłócić przy ogórkach?
Czas zakończyć ten wywód o pochodzeniu Beczusiów i wątki w jedno połączyć. Nadszedł moment stosowny, bym wam wyjaśnił, jak te Skrzatusie trafiły w miejsce, gdzie dzisiaj Kalisz Pomorski się znajduję.
Od zdarzeń, które pierwej opisałem, minęło dużo czasu. Zmieniła się władza w osadzie, które już rangę miasta zyskało. Zamku tamtego takoż nie było. Wzniesiono nowy w innym miejscu. Inni ludzie tutaj gospodarzyli. Potwór z jeziora tylko pozostał, wciąż różne plagi sprowadzając na mieszkańców Kalisza.
Owego czasu, pożar wielki strawił Kalisz, pozostawiając zgliszcza i zrozpaczonych mieszkańców. Wieść stugębna głosi, że ogień podłożył, właśnie potwór z jeziora. Miarka się przebrała, czas konfrontacji nastał, Kaliszanie byli zdesperowani. Rozesłano wici po wszelkich stronach, by chwaci do miasta przybywali. Wielu bohaterów stawiło się na wezwanie, lecz żaden nie podołał zadaniu i potwór wciąż śmiał się z ludzi. Trwało to do czasu, aż do grodu przybyły Beczusie. Te niepozorne istoty, wzbudziły zdziwienie, a nawet niedowierzanie wśród mieszkańców.
– Jak takie skrzaciki niewielkie pokonają potwora, skoro herosi nie dali mu rady? – Padały zewsząd pytania.
Beczusie, nie zwracały uwagi na ludzkie gadanie i zabrały się szybko do dzieła.
Zerwała się wielka wichura, przyginając najstarsze drzewa do ziemi. Zafalowały wody Jeziora Młyńskiego. Kto żyw, szukał schronienia w taki czas. Trwały zmagania Skrzatusiów z potworem. Trwało to czasu wiele, nie mało. Nikt nie wie, co tam się działo.
Zdarzyło się pewnego razu, że słonko radośnie rozświetliło okolice, swymi promieniami oświetlając niezwykłą scenę. Oto zwycięskie Skrzatusie – Beczusie, stały na brzegu jeziora. Obok nich, ku zdziwieniu wszystkich, stał potwór, który ludzi od wieków napawał trwogą. Tak to te niewielkie ludziki, dokonały tego, czego inni bohaterowie nie zdołali zdziałać. Beczusie, dzięki swej wielkiej uczoności i umiejętnością, ujarzmili poczwarę i sprawili, że już nigdy ludziom nie szkodziła.
Potwór, dzięki swej sile, pomagał w odbudowie Kalisza. Skrzatusie zasiadały w radzie miasta, dzieląc się swą mądrością. Miasto podnosiło się ze zgliszczy, niczym feniks z popiołów.
Ponoć, właśnie wówczas ustalono, że ludzie będą topić beczki napełnione ogórkami w wodach Jeziora Młyńskiego, które z czasem Ogórkowym zaczęto nazywać. Potwór pilnuje tych beczek, niczym cennego skarbu, by nic im się nie stało.
Jeśli ktoś nie wierzy w to co spisałem, niech przyjedzie do Kalisza Pomorskiego i sam się przekona. Zajrzyjcie na Półwysep Zamkowy, który jest pamiątką po pierwszym zamku. Odszukajcie Beczusie – Skrzatusie, które zamieszkały w tym mieście, wciąż służąc swą wiedzą i radą. Przybywajcie na festyn w sezonie ogórkowym, by skosztować ogórków z jeziora. Przekonacie się, że potwór, dobrze wykonuje swoje zadanie.
Mirosław Wacewicz – Legendziarz
.png)

