Logo Gminy Kalisz Pomorski

Włodzimierz Wołowiec – człowiek orkiestra

Kim w Kaliszu Pomorskim był Włodzimierz Wołowiec liczący dziś 81 lat mieszkaniec Bralina. Jego opowieść o niezwykłych perypetiach własnego życia potwierdziła opinię, iż był prawdziwym człowiekiem orkiestrą i to nie tylko dlatego, że prowadził przez ponad 20 lat zespół muzyczny. Prócz tego zajmował się bowiem spawaniem gazowym i elektrycznym, naprawą kombajnów Bizon, handlem spółdzielczym i prywatnym, pisaniem artykułów do gazet,  partyjnych przemówień oraz organizowaniem pochodów na 1 Maja, a nawet kościelnego chóru.

Spotkanie autorskie pana Włodka zgromadziło w pałacowych piwnicach 30 września spore grono stałych i aktywnych uczestników cyklicznych debat o dawnym Kaliszu Pomorskim oraz jego mieszkańcach. Bohatera wieczoru ciągle o coś dopytywano lub uzupełniano podawane przez niego fakty. Prowadząca spotkanie Joanna Mączkowska przypominała na wstępie, że w ramach cyklu „Kalendarium ilustrowanego wspomnieniami” swoimi przeżyciami z dawnych lat podzielili się już kolejno: Zenon Wyszczelski, Elżbieta Bejnarowicz (Januszko), Wiesława Lisiecka (Popławska), Grażyna Łazarska (Stojak), Teresa Filipczuk (Zych) oraz Barbara Miłoszewska (Wojciechowska). Natomiast o Włodzimierzu Wołowcu powiedziała, że jak wynika z dokumentów jego oficjalna kariera rozpoczęła się 9 stycznia 1968 roku, gdy wszedł w skład Rady Klubu przy Świetlicy Miejskiej, a zakończyła się 8 października 1986 roku, kiedy jako kierownik Ośrodka Pracy Ideologiczno-Wychowawczej Komitetu Miejsko-Gminnego PZPR przedstawił program zajęć kaliskiej filii Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu-Leninizmu.

Pan Włodek niczemu nie zaprzeczał, bo też nie miał nic do ukrycia. Do partii zapisał się, jak większość członków PZPR w Kaliszu Pomorskim, po to aby otrzymać klucze do mieszkania. A do naszego miasta trafił przypadkiem… Siedząc z żoną na dworcu PKS w Koszalinie zastanawiał się, gdzie zacząć życie? Przeglądając kupiony „Głos Koszaliński” natrafił na artykuł o budowanym przedsiębiorstwie „Żelgazbet”, który potrzebuje fachowców, czyli także jego, bo skończył szkołę zawodową. Autobus do Kalisza Pomorskiego właśnie odjeżdżał, więc wskoczyli do niego w ostatniej chwili. Na miejscu, w gospodzie zwanej Gumowcem, poznali przy jedzeniu bufetową panią Wolską, a ona jako osoba najbardziej zorientowana we wszystkim pomogła im znaleźć nocleg, a potem się ustabilizować.

Najwięcej wspomnień dotyczyło słynnych na całe województwo koszalińskie kaliskich dancingów i dyskotek w Domu Kultury przy ulicy Dworcowej 6, gdzie z wielkim powodzeniem przygrywał do tańca zespół muzyczny Włodzimierza Wołowca. Bawiło się tam jednocześnie nawet po dwieście osób. A bywało, że jeszcze więcej gdy do lokalu wkroczyli na siłę żołnierze z poligonu, którzy potrafili strzelać dla postrachu w powietrze lub wdawać się w bójki z  miejscowymi kawalerami. I skoro muzyka łagodzi obyczaje, to kierownik zespołu stawał się wówczas mediatorem, rozbrajając agresję napastników rzewnymi do łez melodiami.

Po oklaskach i podziękowaniach dla bohatera wieczoru współprowadzący spotkanie Bogumił Kurylczyk poinformował, że kolejne z tego cyklu, w środę 28 października, będzie poświęcone w całości wspomnieniom o Dużej Stacji. Na ten temat wiele do powiedzenia ma szczególnie Grażyna Kowalska oraz Krzysztof Ignaszewski. Z kolei Joanna Mączkowska podziękowała za udostępnienie pałacowych piwnic Kooperatywie „Mosty Perspektyw” i jej prezes, Joannie Kuleszy. Wspomniała także o Łucji Szczupak z grupy teatralnej „Klepsydra”, która nie opuściła żadnego wieczoru autorskiego wytrwale dokumentując spotkania wspólnie z uznanym fotografem Wiesławem Kowalskim.

(ZS KP)

 

Galeria zdjęć

5qRgPPXN 34zvxqhm 74Gnwc-C B14LtdLC CCp3DB_i DMtQ38va fkndqOq1 gxIAkELE harjPMQ9 iuUwa6kF PGCvOWt1 SMqTf0HY VJUfX4lP vRT6uQrW yrK5nOtp
powrót do kategorii
Następny

Pozostałe
aktualności